Aktualności
Podróże w stylu slow: Litwa
Każda dobra podróż zaczyna się od emocji. Na naszej trasie nie mogło więc zabraknąć ukochanych Mazur – tym razem padło na zimne pod koniec kwietnia i bardzo wietrzne jezioro Śniardwy. To były jedynie przedbiegi, bo celem naszej wyprawy było przejechanie prze Litwę i Łotwę do Rygi. Nie chcieliśmy jechać via Balticą. Bardziej zależało nam na przejechaniu przez Żmudź, nad Niemnem. Chcieliśmy zobaczyć prawdziwą Litwę.
I wiecie co? Więcej tam bocianów, niż ludzi J wpływ na to mogła mieć niekorzystna pogoda – na Niemnem spotkała najprawdziwsza śnieżyca mimo, że był to już koniec kwietnia. Wycieraczki w samochodzie nie nadążały zgarniać śnieg z szyb. Ale w końcu – pogoda, to tylko pogoda, prawda?
Nie daliśmy więc zepsuć sobie humorów i powoli brnęliśmy dalej.
Litewska wieś znacznie różni się od naszej, przede wszystkim gęstością rozmieszczenia ludzkich siedzib. Na ogromnych, pustych i płaskich przestrzeniach co jakiś czas posadowione są pojedyncze kryte eternitem gospodarstwa.
Płaski, rozległy krajobraz robi duże wrażenie na oku przyzwyczajonym do świętokrzyskich gór, lub choćby do mazurskich garbów. Po tej rozległości przechadzają się bociany zupełnie nie zważając na pogodę- one wiedzą – pogoda, to tylko pogoda (po raz kolejny to hasło naszego wjazdu, takie mamy szczęście).
Po drodze spotkaliśmy sporo miejsc historycznych lub oznaczonych jako placówki kulturalne (charakterystyczne brązowe tablice z białymi literami), ale w kwietniu nie udało nam się zobaczyć ani jednego z tych miejsc – wszystkie były pozamykane, niektóre wręcz pozabijane deskami.
Skierowaliśmy się więc do Kłajpedy – jedynego i najstarszego litewskiego portu morskiego. Warto wiedzieć, że to najdalej wysunięty na północ niezamarzający port Bałtyku. Zadziwiły nas pustki na pięknej, pełnej przestrzeni starówce. Niska zabudowa historycznego centrum dawnego Memel (tak się kiedyś nazywało miasto) pozwala morskiemu wiatrowi (a wiało potężnie) na przeczesywanie brukowanych uliczek.
Przez miasto przepływa rzeka Dande (okazało się, że Litwa to raj dla kajakarzy – nizinne, liczne rzeki mają sporo do zaoferowania). Wybrzeże rzeki jest popularnym wśród mieszkańców miejscem spacerów z licznymi restauracjami i kawiarniami. Wśród nich wyróżnia się żaglowiec Meridianas – dziś służący za restaurację na wodzie. Ciekawostką jest, że został zbudowany jako element reparacji wojennych, które Niemcy miały wypłacić Związkowi Radzieckiemu. Dziś jest wizytówką Kłajpedy.
W Kłajpedzie warto również zobaczyć pozostałości krzyżackiego zamku Memelburg (nigdy niezdobytego przez wrogie wojska). Byliśmy tam późnym popołudniem – a przechadzka po pustych murach przy akompaniamencie wyjącego potępieńczo wiatru robi ogromne wrażenie.
Niestety tym razem nie udało nam się zajrzeć na Mierzeję Kurońską i zobaczyć Wydmy Czarownic. Nadrobimy następnym razem, wtedy też z pewnością zajrzymy na Memel-Nord – posowiecką baterię artylerii nadmorskiej.
Na koniec – moje ulubiona legenda z Kłajpedy – o Czarnej Zjawie (Juodasis vaiduoklis):
Na nabrzeżu, przy moście obrotowym z wody wyłania się postać bez twarzy. W ręku trzyma latarnię . Tak, jak 1595 roku, gdy mroczny, opiekuńczy duch przybył z mrocznych głębin morza aby ostrzec swoich – Bałtów mieszkających w Memel. Strażnik patrolujący port w okolicach mostu zamarł ze strachu. Pośród mgły zobaczył postać w czarnym płaszczu z kapturem. Usłyszał słowa, ale nie zobaczył twarzy przybysza. A ten zapytał jedynie, czy w mieście dość jest chleba i drewna?
Przerażony strażnik gotów był przysiąc, że wszystkiego jest pod dostatkiem. Wówczas Zajawa powiedziała – już niedługo odczujecie brak. I zanurzyła się w morskiej toni rozpływając we mgle…
Natychmiast po złożeniu meldunku przez strażnika po mieście rozeszły się plotki. Część mieszkańców zaczęła gromadzić zapasy część, jak to zwykle bywa, uznała, że to szerzenie zbędnej paniki. Słowa Zjawy okazały się jednak prorocze – kolejne lata przyniosły miastu nie tylko ogromny nieurodzaj, ale i ogromne braki drewna opałowego. Dzięki ostrzeżeniom Ducha i zapobiegliwości części mieszkańców miasta nie spotkał potworny głód.
Dziś czarny Duch, mimo mrocznej aparycji uważany jest za opiekuńczego patrona portu…
Gosia